SzkutnikAmator.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Laminatowe Żaglowe Skrzat 730 Tango “Frubcia” – remont kapitalny Skrzat 730 Tango “Frubcia” – remont kapitalny

Skrzat 730 Tango “Frubcia” – remont kapitalny

Email Drukuj PDF

Moja przygoda z Tango 730 zaczęła się w 1994 roku, kiedy to – jako ośmiolatek – pierwszy raz miałem okazję nim pływać. Dla kogoś, kto był czwarty sezon na wodzie, po doświadczeniach z Orionem, Bezem 4 i Venuską – Tango to był luksus. Było oświetlenie, radio, silnik, a wielkie toto jak pół jeziora. Potem długo nie miałem okazji powtórzyć pływania na takiej jednostce, więc musiałem zadowolić się tym, co tata aktualnie pożyczył. Znowu Bez 4, Venus, Nash, Orion i tak w kółko. A Tango pozostawało w sferze marzeń.

Mając 17 lat pierwszy raz pojechałem na rejs tylko ze znajomymi, bez nadzoru rodziców, instruktorów itd. Wzięliśmy wtedy Sportinę 682. Pływało to fajnie, ale hotelowo makabra. Dla czterech chłopaków po 17 lat – było ciasne. W następnych latach były różne jachty, m.in. Sasanka 660SN, Mak 707 i Tango 730 (znowu). Wtedy postanowiłem, że kiedyś kupię jedną z nich, a najchętniej Tango.

Potem przyszła naturalna kolej rzeczy: praca, kredyt, żona, dziecko, drugi kredyt i tak to się przez chwilę kręciło z dala od wody, a jeszcze dalej od kupna jachtu. W 2015 roku powiedziałem, że mam dość i muszę czymś popływać bo uschnę i się uduszę na lądzie. Z racji kredytu i dziecka w prywatnym żłobku (bo niestety nie jesteśmy patologiczną rodziną, więc Maciek nie miał szansy się dostać do państwowego) – zacząłem liczyć w prawo i lewo kasę, a następnie koszty czarteru. No i mnie uderzyło. Przecież kupując własny okręt – koszt zakupu zwróci się po kilku sezonach. Nie wiem do tej pory, jak udało mi się namówić żonę na to wariactwo, ale w końcu się zgodziła i zaczęły się nienerwowe (na wczoraj) poszukiwania wymarzonego jachtu. Z racji bardzo skromnego budżetu – niestety Sasanka odpadła w przedbiegach, więc został wybór pomiędzy starym Makiem 707, a jeszcze starszym Tango. Z pełną świadomością tego, że prędzej, czy później – trzeba będzie zrobić remont kapitalny.

I tak przeglądając ogłoszenia, trafiłem na Sasankę 620, która wykraczała nieznacznie poza mój budżet, ale postanowiłem ją obejrzeć. Była razem z przyczepą, więc była szansa na kupno bez przyczepy i wtedy by się zmieściła w planowanej kwocie. Obejrzałem. Jacht generalnie stoczniowy, z kilkoma “usprawnieniami” armatora, ale do odratowania bez wysiłku. No tylko facet nie chciał sprzedać bez przyczepy. W końcu udało mi się jakoś wykrzesać tych brakujących kilka tys. zł. ale okazało się, że pół godziny wcześniej – już ją ktoś kupił razem z przyczepą. Szukam dalej…

Znalazłem bardzo ładnego Maka 707, po kapitalnym remoncie, kilka rzeczy jeszcze nie zrobionych, ale do ogarnięcia. W bardzo przystępnej cenie. Jak się później okazało – zbyt przystępnej. Pojechałem z Warszawy do Pisza, gdzie ponoć był jacht, jednak tam już go nie było od… 10. lat. Jakiemuś baranowi zachciało się żarty robić.

Przeglądając kolejne ogłoszenia – trafiłem na moje Tango. Jacht zaniedbany, sklejki do wymiany, pokład brudny i biedny, ale bardzo przystępna cena (w sumie – kosztował tyle, co silnik + takielunek). Ponieważ plan i tak zakładał remont – pojechałem pod Mrągowo go oglądać. Łajba na wodzie, pływa. Przepłynąłem się. Chodzi świetnie, mimo chałupniczych rozwiązań. Pogadaliśmy, potargowaliśmy się jeszcze odrobinę, klepnięte, kupione, kasa zapłacona, umowa spisana, dostałem nawet drugi miecz (profilowany, do zalania balastem) gratis. Potem kombinacja nad transportem, bo przecież do Passata się nie zmieści i przywiezienie na Zalew Zegrzyński.

Nastąpiło to 6.07.2015. 5 dni przed urodzinami

Increase

 

Jacht zjechał do wody, nie zatonął, wszystko cacy. Stawianie masztu na bramce z rurki hydraulicznej to jakaś katorga, ale się udało i jacht stanął na swym miejscu (niezbyt) dumnie będą jedną z największych jednostek w porcie. Był tak duży, że nie zmieścił się do basenu portowego i musiał cumować po drugiej stronie falochronu.

Increase

 

Prawdziwa jazda bez trzymanki zaczęła się później, ale o tym w następnym odcinku Smile

Poprawiony: wtorek, 18 września 2018 21:18  

Niestety nie masz uprawnień do komentowania artykułów. Komentarze dodawać mogą tylko zarejestrowani użytkownicy portalu.

Zaloguj się!

Newsletter: Co nowego?



Wiadomość HTML?


Info

Witryna SzkutnikAmator.pl została utworzona, jest prowadzona i utrzymywana przez szkutnię adamboats.pl oraz sklep żeglarski SZTORMIAKI.PL

Wszelkie prawa zastrzeżone.