SzkutnikAmator.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Laminatowe Żaglowe RAJA - reaktywacja RAJA - REAKTYWACJA cz.2

RAJA - REAKTYWACJA cz.2

Email Drukuj PDF

JAZDA

(…a właściwie „ale jazda”)

 

Pakowanie trochę zajęło, obchodzenie łodzi wiele razy, zajmuje czas i idzie w kilometry.

 

Jest pierwsza awaria. Zerwany fał miecza.

Z opadającym mieczem Raja nie zmieni przyczepek. Brak czasu na rozbieranie maszynki, więc jeden pas transportowy wokół kadłuba, podnośnik pod miecz.

Increase

Aż mi oczy wyszły jak jej zajżałem "pod ogon".Słyszałem o dwóch wersjach Rajki, z ciężkim i z lekkim mieczem. Ta jest z pewnością wersją z ciężkim, blacha grubości około 40mm. Rzadki widok.

 

Niestety pas schował miecz nie do końca, wystawało 5cm. Liczyłem że na rolkach kilowych dociśnie go. I owszem tak się stało ale blacha z czołgu okazała się tak ciężka że przecieła dwie rolki jak kiełbasę.

 

NAUCZKA. Miecz musi być całkowicie schowany w skrzyni, a po rolkach ma jechać tylko kadłub.

 

Wszystko zapowiadało się optymistycznie. Łajba dobrze wyważona na przyczepce, ładnie siadła.

Mimo że wcześniej stała na niej motorówka 4,7m, wystarczyło przestawić tylko cztery podpory boczne i maszt wyciągarki z blokadą dziobu.

 

Increase

Maszt okazał się bardzo lekki ( i złoty), a może po prostu przywykłem do większych. Poprzednik przewoził go jedynie oparty na pokładówce, ale całe szczęście znalazł się nawet zabytkowy krzyżak.

Wszystko przypięte, potrzęsione, obstukane.

Sprawdzenie świateł brutalnie przytwierdzonych do pawęży wkrętami (i tak jest do remontu, a przyczepka nie posiadała wysuwanego zderzaka)

Increase

 

Jedziemy.

Stary Modeno 2.0 litra, mimo dogorywającej automatycznej skrzyni biegów nawet nie poczuł Rajki na przyczepie. Spodobało mi się to wrażenie, jeden z celów założeń osiągnięty. Zestaw jest lekki i pewnie nawet 1.4 nie zmęczy się zbytnio przy ciąganiu.

Increase

 

Przez większość drogi szło gładko. Dopóki nie trafiłem na przebudowę trasy S5.

Z bardzo tajemniczych dla mnie powodów dbający o nasz komfort i bezpieczeństwo drogowcy zostawili na wysokości Trzebnicy uskoki wysokości i łagodności krawężnika.

 

„Dostosowałem prędkość do warunków jazdy” było 30 zwolniłem na 20 i na jednym z uskoków…jakbym dostał w ogon rakietą ziemia – powietrze!

Syrena i hamulce TIRa jadącego za mną, dym w lusterku bocznym, szarpnięcie na haku i ściąganie z drogi. W lusterku kierowcy przez dym widzę coraz więcej Rajki burtą.

Mimo nikłej prędkości, szybkość zdarzeń, brak takich doświadczeń oraz podkład dźwiękowy. Robi spore wrażenie.

Pierwsza myśl. Guma w przyczepie. Całą drogę się tego obawiałem, bo mimo że zabrałem wszystko oprócz spadochronu zapasowego to jechałem bez koła zapasowego!

Przyczepka akurat tego nie miała na wyposażeniu. Szukałem przed wyjazdem czegoś na zapas , ale Anglicy zamontowali koła 10” z rozstawem śrub 4x104. Unikajcie takich wynalazków. Liczyłem że seria zaklęć i dwie puszki „koła zapasowego w sprayu” mnie uchronią.

…i uchroniły, bo okazało się że to nie wytrzymało zawieszenie.

Dym za mną pochodził z gumowego błotnika. Wahacz obrócił się poza obszar pracy otwierając przy tym belkę jak puszkę. Całe szczęście Nie wyjechał z gniazda a koło przez błotnik oparło się o dno łajby. Nawet udało mi się ten kulawy zaprzęg zaciągnąć jeszcze 50 metrów za słupki tymczasowego pasa do zjazdu na budowę.

Noc, do celu około 30km. Szukanie telefonu do znajomego „laweciarza”, żebym nie musiał sprzedawać nerki za kurs. Na moje szczęście miał dyżur na autostradzie, przyjedzie ale za 2-3 godziny.

Tą drogą pewnie 55-te podziękowania dla pana Łukasza za ratunek (telefonem, dla chętnych mogę się podzielić)

 

I mała dygresja: przez 3 godziny „akcji Rajka” na S5, zatrzymał się tylko jeden kierowca z pytaniem czy może jakoś pomóc (dzięki). Nawet Policja mnie minęła bez zainteresowania ?!

Oj, źle się dzieje…albo ja jestem po prostu z innej planety.

 

Cała akcja desantu Rajki z Kórnika do Wrocławia trwała w sumie 22 godziny.

Jak widać, zgodnie z ludową mądrością nie wydażyło się nic z tego, na co byłem przygotowany.

 

Pozdrawiam czytających

Jakub Czarnecki

c.d.n.

 

 

 

Poprawiony: poniedziałek, 06 listopada 2017 00:23  

Komentarze  

 
#1 wolnym 2017-11-07 17:11
40 mm ??? Zdobyć blachę czarną 25-30 mm to już coś. Chyba coś nie tak z tą grubością.
 
 
#2 Qba 2017-11-07 20:09
Jutro będę przy łodzi to zmierzę.
Albo przyznam się do przesady lub braku miarki w oku.
...albo może są to dwie 20mm?

BIJĘ SIĘ Z POKORĄ W PIERSI
Pewnie efekt podniecenia nową łajbą.
Lub po prostu w oczach armatora wszystko rośnie.
BLACHA MIECZA W MOJEJ RAJI MA 20mm
Postaram się na przyszłość być bardziej rzetelny w pomiarach.
 
 
#3 Administrator 2017-11-07 22:22
Czyli przygody z jachtem masz już za sobą.
:D
Teraz pozostała największa frajda - praca przy jachcie.
Czasem euforia że coś poszło dobrze, czasem zwątpienie - po jaką cholerę się za to zabrałem :D
A na koniec - wpsaniałe uczucie i duma - patrzcie to co na wodzie to moje dzieło :D
Trzymam kciuki
Czekamy na dalszy ciąg
 
 
#4 Qba 2017-11-08 02:21
Dzięki za motywacje.
Nie ma to jak grupa wsparcia w nałogu :lol:
 

Niestety nie masz uprawnień do komentowania artykułów. Komentarze dodawać mogą tylko zarejestrowani użytkownicy portalu.

Zaloguj się!

Newsletter: Co nowego?



Wiadomość HTML?


Info

Witryna SzkutnikAmator.pl została utworzona, jest prowadzona i utrzymywana przez szkutnię adamboats.pl oraz sklep żeglarski SZTORMIAKI.PL

Wszelkie prawa zastrzeżone.