SzkutnikAmator.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Mors RT is reborn Kotwica też człowiek

Kotwica też człowiek

Email Drukuj PDF

W poprzednim odcinku:

 

odkrycie pod listwą - jak nie pogiąć kadłuba - airex. przyjaciel szkutnika


Miało być ostro - o mieczu, ale czasem “czynniki zewnętrzne” podejmują decyzje za nas jaka będzie kolejność prac. Więc będzie o dziobie.

 

Mój mors oryginalnie nie posiadał luku kotwicznego na dziobie. Początkowo miałem zamiar tak pozostawić, ale gdy pokazałem na forum zdjęcie pustego kadłuba, od razu co najmniej kilku kolegów napisało - rób luk. Ehhh, w końcu kotwica też człowiek, a przynajmniej pożyteczny “załogant”, więc na swoje miejsce zasługuje.

Poprzednia gródź dziobowa była ustawiona w pionie, więc przestrzeń na luk była zdecydowanie niewystarczająca, toteż aby za bardzo nie skracać długości koi dziobowej postanowiłem nową gródź ustawić pod kątem. Ale jakim? Hmmm. Jak duży powinien być luk kotwiczny? No to proste - na wymiar kotwicy. Poczytałem, posprawdzałem i wyszło mi, że optymalnie 10-12kg, typu Bruce’a lub Danfortha. A lepiej obie. Bruce wyższy, Danforth dłuższy. Koniec końców uznałem, że należy przewidzieć obie, stąd luk powinien mieć 25 cm głębokości i 80 długości.

Następnym krokiem było oczywiście wycięcie dziury w pokładzie. To taki śmieszny moment, kiedy mimo, że mierzyłem i rysowałem wszystko kilka razy, sprawdzałem z dołu i z góry to i tak moment, gdy odpala się szlifierkę jest… stresowy. Czy pisałem już, że podstawowym narzędziem stała się u mnie multiszlifierka uniwersalna? I prawie nie używam jej jako szlifierki, tylko jako piły. Rzaz jest prawie żaden (poniżej 1mm), ogromna wygoda pracy i możliwość cięcia na płasko przy jakiejkolwiek prowadnicy - narzędzie idealne.

Dziura wycięta, zabrałem się więc do wymierzania nowej grodzi. Przydałby się tu dalmierz laserowy, ale zwykła miarka, choć mniej wygodna też daje radę. Zebrałem wymiary między burtami co 10 cm, co okazało się wystarczające. Wycięty z płyty hdf szablon wpasował się bardzo dobrze.

 

Tutaj nadszedł też moment podjęcia ostatecznej decyzji, jak ma wyglądać wnętrze morsa. Jestem wielkim miłośnikiem drewna na jachtach, ale pozostała kwestia gatunku i techniki. Odwiedziliśmy z żoną kilka sklepów z drewnem i ostatecznie stanęło na teaku. A konkretnie teakowym fornirze. Oglądaliśmy forniry naturalne i modyfikowane. Oczywiście, jedne i drugie mają zarówno zalety i wady. Główną zaletą i wadą jednocześnie modyfikowanego forniru jest powtarzalność. Zaleta - oczywista. Nie trzeba kupować całości od razu, jak zabraknie łatwo dokupić. Ale z drugiej strony, naturalny fornir ma niepowtarzalny wygląd. Ma drobne wady, przebarwienia. Powoduje to, że gdy położyć obok siebie liść jednego i drugiego, to różnica jest boleśnie widoczna. Zdecydowaliśmy więc, że kupimy fornir naturalny, 3-4 arkusze sklejki zamówimy od razu fornirowane, resztę będziemy fornirować sami. Czemu tak? Mniejsze straty, a mając porządną piłę, klej kontaktowy, frezarkę i kawałek solidnego stołu da się to zrobić szybko i wydaje mi się, że ładnie.

[Edit po czasie] Kilka dni temu miałem okazję rozmawiać z bardzo doświadczonym stolarzem i niestety, wychodzi na to, że to nie był najlepszy pomysł. Owszem, można ofornirować starannie, równo itp, jednak kleje stosowane na zimno i bez prasy po jakimś czasie zaczną odparzać się. Być może fakt, że będę wnętrze olejował a nie lakierował przedłuży życie tego forniru (pod olejem sklejka "oddycha"). Czas i pływanie zweryfikują.

Gródź została wycięta ze sklejki 8mm następnie wyciąłem w niej klapę do przedniej “szafki” - w sumie ani to bakista, ani jaskółka… Jak to nazwać? Całość ułożona na stole została pokryta teakowym fornirem, następnie brzegi wyrównałem frezarką a cała ścianka została wlaminowana w kadłub. Fajny moment - kiedy wstawia się pierwszy element nowej zabudowy i można wyobrazić sobie, jak to będzie finalnie wyglądać (no dobra, trzeba sporo wyobraźni :P). Pozostało dorobić punkty podparcia do klapy oraz zamontować zamek - tak zwanego kogucika.

 

Następnie zabrałem się za zrobienie z airexu ramki, która będzie podpierać klapę luku. Przy użyciu piły i frezarki dopasowałem elementy, które następnie klejem z żywicy i mikrobalonów podkleiłem od spodu do pokładu tak, aby frezowana krawędź weszła jakieś 2cm w światło otworu.

Następnie całość tej ramki oblaminowałem dwiema warstwami tkaniny 150g, pod spodem robiąc od razu wzmocnienia (kilka dodatkowych warstw tkaniny) pod przyszłe knagi, kipy i sztagownik (który dodatkowo będzie ściągaczem połączony z dziobnicą). W końcu to jedno z najważniejszych i najbardziej obciążonych miejsc na łódce.

 

Kilka szpachlowań i szlifowań później pomalowałem całość podkładem SeaLine Epoxy i zabrałem się za klapę. Już po wycięciu okazało się, że pokład na dziobie miał jakieś naprężenie i lekko był przegięty. Na całości nie rzucało się w oczy, jednak pokrywa brzydko odstawała. Dlatego właśnie postanowiłem wyjątkowo użyć sklejki a nie airexu do wzmocnienia klapy - sklejka zrobiła za “szablon”, do którego na czas laminowania śrubkami dopasowałem kształt pokrywy. Przestrzeń między sklejkami wypełniłem stryrodurem (jest zamkniętokomórkowy i lekki, a przy tym nieporównywalnie tańszy od airexu…) i oblaminowałem. Pozostało zaokrąglić rogi ścinając je na tyle, by wygodnie schować zapas cumy czy liny kotwicznej po przybiciu do brzegu a następnie wyszpachlować i wyszlifować klapę oraz pomalować podkładem.

 

 

Warto też wykonać próbny montaż wszelkich knag, zawiasów i innej armatury...  Raz, że na tym etapie łatwo jeszcze coś zmienić w razie potrzeby, dwa że podczas malowania podkładem i farbą zabezpiecza się brzegi otworów przed ewentualną wodą w przyszłości. Warto też moim zdaniem użyć wierteł odrobinę większych od śrub - pod śruby m6 używam wiertła 6,2mm.

 

Wnętrze szafki wykleiłem paskami styroduru a następnie oblaminowałem. Początkowo zamierzałem całe wnętrze wykleić takim sandwichem ze stryroduru bo raz, że izolacja termiczna, dwa że za razem sporo wyporności, ale chyba jednak użyję airexu/herexu w paskach. Styrodur jest za miękki, ciężko go równo ułożyć i wyszlifować.

 

Podsumowanie:

  1. ok. pół płyty airex 30 mm

  2. 1-1,5 kg żywicy epidian 652

  3. ½ arkusza sklejki 8mm

  4. fornir teak

  5. armatura pokładowa - sztagownik, knagi, półkluzy

  6. kaczy dziób

 

Czas:

Tym razem wybitnie ciężko mi ocenić, bowiem robiłem kilka rzeczy równocześnie (również poza łódką), ale myślę, że trzeba przyjąć jakieś 20h.

Poprawiony: środa, 31 października 2018 19:07  

Komentarze  

 
#1 Błażej 2018-11-06 11:44
Jakubie,

Piekna robota, podziwiam staranność. Jak Ty dzielisz czas między dwa jachty? Może trochę zaspoileruję, ale Setka również powstaje w zabójczym tempie. Ja jestem krok przed Tobą, ale coś mam wrażenie, że mnie szybko przegonisz, zwłaszcza z takim zapleczem.

Pozdrawiam,

Błażej
 

Niestety nie masz uprawnień do komentowania artykułów. Komentarze dodawać mogą tylko zarejestrowani użytkownicy portalu.

Zaloguj się!

Newsletter: Co nowego?



Wiadomość HTML?


Info

Witryna SzkutnikAmator.pl została utworzona, jest prowadzona i utrzymywana przez szkutnię adamboats.pl oraz sklep żeglarski SZTORMIAKI.PL

Wszelkie prawa zastrzeżone.